 |
Witaj MOON.
Piszemy po części w formie usprawiedliwienia za mały zastój w
pracach nad naszym „WLAlu”. Siły zostały chwilowo rzucone do
projektu, który poniżej opisujemy.
Jesienią zeszłego roku zgłosił się do nas, ze swoją wizją,
Aras. Jest on bardziej znany jako uczestnik krótkotrwałego,
acz spontanicznego wyciskania z motocykli osiągów, jakich nie
do końca byli świadomi ich konstruktorzy. Zjawisko to
potocznie nazywa się dragracing’iem, a wspomniany osobnik
nazywany jest wymownie w tym środowisku: „Szajba”.
Przez pewien czas nie przejmował się „kilometrowym” wahaczem swojej
„służbowej” Hayabusy, ani jej grubo ponadplanowym „wykopem”,
często z ochotą włączając się do ruchu ulicznego, a nawet
turystyki, ale w końcu postanowił do cywilnych celów używać
czegoś bardziej cywilizowanego, co absolutnie nie znaczy -
zwykłego.
Według podstawowych założeń przyszłego użytkownika sprzęt miał
być zbudowany na bazie napędu Suzuki GSX-R 1000 K4, miał
posiadać aluminiowy szkielet z lekko przedłużonym wahaczem,
oraz ponadumiarkowanie wściekły wygląd. Naszym zadaniem stało
się przygotowanie odpowiedniej konstrukcji nośnej i wpasowanie
w nią „pieca” GSX-eRy, niezbędnych podzespołów, oraz kontenera
z zamysłami prowodyra całego incydentu. „Szajba” zażyczył
sobie, by bolid był pędzony za pośrednictwem pasa, a nad
poskramianiem „odpałów” tylnego wahacza czuwał pojedynczy
amortyzator bezpośredniego działania, umieszczony z prawej
strony ramy. Do zestawu wstępnego dorzucił nam koła, rodem z
custom’a, wykonane na jego zamówienie – 17”, z przodu na
oponie 120, tył 210. Resztę pozostawił naszej inwencji.
Specyficzne mocowanie silnika w tym modelu Suzuki, napęd pasem,
oraz amortyzator tylny umieszczony z boku, wymusiły dość
poważną asymetrię konstrukcji nośnej. Pomocny w ustalaniu osi
okazał się laser z odpowiednią soczewką.
Aby całość nie zatraciła profes’u, półki przedniego
zawieszenia, niektóre elementy mocujące, oraz wykończeniowe
wykonaliśmy z wykorzystaniem obrabiarek ze sterowaniem
numerycznym w technologii CNC.
To na początek. A do czego doprowadziło wtargnięcie „Szajby” na
nasz warsztat, możecie zobaczyć w relacji foto. Postaramy się
ją uzupełnić po zakończeniu naszej części prac, oraz po
złożeniu całego motocykla. Gdy wywiążemy się z tej pracy,
bierzemy się bezapelacyjnie za naszego WLAlu.
Pozdrawiamy wszystkich miłośników niestandardowej motoryzacji
wszelkich gatunków.
|